Internetowa dekomunikacja a cztery prawa Wiio

Profesor Osmo Wiio sformułował niegdyś cztery fundamentalne prawa dotyczące komunikacji międzyludzkiej. Brzmią one mniej więcej tak…

  1. Jeśli komunikacja pomiędzy dwiema osobami może się nie udać, to się na pewno nie uda.
  2. Jeśli wypowiedź jest dwuznaczna, to zostanie zrozumiana w najbardziej destrukcyjny sposób.
  3. Zawsze istnieje ktoś kto lepiej od ciebie wie, co chciałeś powiedzieć.
  4. Im dłuższa wymiana zdań tym trudniej o porozumienie.

Prawa Wiio powstały połowie lat 70tych poprzedniego stulecia. Przyjęło się, że są tylko profesorskim żartem wybitnego badacza komunikacji społecznej. Obecnie przytaczane są jedynie w postaci krótkiej formułki, trochę w stylu Praw Murphy’ego: komunikacja międzyludzka jest niemożliwa, chyba że przez przypadek.

Tymczasem minęły prawie cztery dekady i dzisiaj żyjemy w czasach bezustannej, asynchronicznej komunikacji milionów przypadkowych osób. W czasach internetu. Nawykowa, bezcelowa wymiana myśli z osobami, o których nic albo niewiele wiemy, które są spoza naszego kontekstu, jest dla nas czymś naturalnym. Tak naturalnym jak pogaduszki o pogodzie prowadzone z realnymi sąsiadami.

W naszej epoce postkomunikacji Prawa Wiio mają nowy, głęboki sens. Bo chyba nikt lepiej nie oddał dramatu dwóch (lub więcej) osób pozornie zaangażowanych w internetową wymianę myśli. Zresztą może to nie dramat, ale właśnie komedia. Komedia, która rozgrywa się na milionach blogów i twitów. Na bilionach forów internetowych. W katrylionach wątków i dyskusji. W gąszczu przypadkowych myśli i antymyśli pozostawianych w wirtualnej przestrzeni.

Profesor Wiio przejściowo zajmował się też polityką. Działał w fińskiej Partii Ludowo-Liberalnej (nie mam pojęcia jakie jest oficjalne tłumaczenie nazwy tej partii, niniejsze wymyśliłem sam). Właśnie w drugiej połowie lat 70tych był nawet jej posłem do fińskiego parlamentu. Możliwe jest, że to parlamentarne debaty były dla niego inspiracją do sformułowania Praw.

I niewykluczone, że urok Praw Wiio bierze się właśnie stąd, że pomiędzy tradycyjną dyskusją polityczną a współczesną komunikacją internetową istnieje kolosalne podobieństwo. W obu wypadkach cały proces komunikacji ma doraźny charakter, a emocje są ważniejsze niż precyzja wypowiedzi. Szybka riposta ma wyższą wartość niż trafna analiza cudzych wypowiedzi. Tak jak w każdej debacie politycznej, tak i w internecie rozmówcy są przede wszystkim skoncentrowani na prezentacji samych siebie. Walczą o zaistnienie w dyskusji. O pozycję w grupie dyskutantów. Prezentowane argumenty są mniej ważne.

Co więcej, w debacie politycznej – od zarania dziejów do najostatniejszego posiedzenia dowolnego parlamentu – warunkiem przetrwania dysutantów jako klasy jest formułowanie (przynajmniej od czasu do czasu) wspólnych wniosków. Nie każda debata musi mieć konkluzje, nie każda konkluzja musi rodzić decyzje polityczne, nie każda decyzja potrzebuje debaty. Ale każda polityczna klasa musi czasem pokazać, że jej istnienie ma jakikolwiek inny cel poza samą dyskusją.

Tymczasem, kiedy komunikujemy się w internecie nie musimy stwarzać żadnych pozorów. Nikt nie rozlicza nas z naszych myśli i antymyśli. Nikt nie rozlicza nas, jak i dlaczego wypuszczamy swoje antymyśli z głowy. W internecie istniejemy jako dyskutanci, dlatego że po prostu tam istniejemy. A im bardziej tam istniejemy, tym bardziej niekwestionowane jest nasze internetowe istnienie. W internecie im więcej nas, tym bardziej nas.

Objaśniając odkryte przez siebie prawa komunikacji, Osmo Wiio podał jeszcze jedną zależność, która w internecie jest nawet bardziej oczywista niż przed jego powstaniem. Otóż, za każdym razem kiedy dwie osoby rozmawiają ze sobą, tak naprawdę w komunikacji uczestniczy sześć osob:

  1. Osoba za którą sam siebie uważasz.
  2. Osoba za którą uważasz swojego rozmówcę.
  3. Osoba za którą w twojej opinii ma cię twój rozmówca.
  4. Osoba za którą twój rozmówca siebie uważa.
  5. Osoba za którą twój rozmówca uważa ciebie.
  6. Osoba za którą w jego własnej opinii masz swojego rozmówcę.

I być może kiedy przez sześć pomnożymy ilość internetowych wypowiedzi powstających każdego dnia, dopiero wtedy będziemy wstanie oszacować skalę dekomunikacji, w której uczestniczymy.

/hlb/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Oddalenie Dwazero i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Internetowa dekomunikacja a cztery prawa Wiio

  1. Inspektor Lesny pisze:

    Nasza cywilizacja, zachodnia, cementuje , niestety ten problem. Aby z osoba rozmawiac w sposob konstruktywny, ze wzajemnym zrozumieniem trzeba ja znac.
    Jednak jest to trudne, jesli nie niemozliwe w naszej cywilizacji.
    Nie ma zwyczaju zadawac pytan:
    -Czy jestes zonaty? masz dzieci? ile? jestes chrzescijaninem, zydem , muzulmaninem, a, nie wierzysz w Boga, dlaczego? kradniesz czasem? ile zarabiasz?
    I, wiele, wiele innych.
    Wszystko to skladasie na nasza osobe, i dopiero gdy wiemy to co jest potrzebne, mozemy owocnie rozmawiac.
    Raczej nie wyobrazam sobie, ze moglbym zupelnie szczerze (na trzezwo) odpowiedziec na te pytania.
    I trudno mi uwierzyc, ze ktos inny by to zrobil.
    Tak , ze sluszne spostrzezenie, wielokrotnie mnie zle zrozumiano, szczegolnie w sieci, ale nie tylko.

  2. hlb pisze:

    @Inspektor,

    Nasza cywilizacja, zachodnia, cementuje , niestety ten problem.

    Ponarzekałbym z tobą na cywilizację zachodnia, ale w sumie czuję się od niej za bardzo uzależniony, żeby narzekać.

    Nie ma zwyczaju zadawac pytan:
    -Czy jestes zonaty? masz dzieci? ile? jestes chrzescijaninem, zydem , muzulmaninem, a, nie wierzysz w Boga, dlaczego? kradniesz czasem? ile zarabiasz?

    Oj, Inspektorze. Ty dawno nie byłeś w Polsce i od tej szwedzkiej, protestanckiej powściągliwości całkiem ci się zapomniało jak to jest. Pomieszkaj, złociutki, znowu w Polsce, to się zaraz tobą wszyscy zainteresują. Sąsiedzi, proboszcz, dzielnicowy, urząd skarbowy i nawet straż pożarna. Zaraz będziesz miał tysiąc okazji odpowiadać w co wierzysz i ile zarabiasz.

  3. telemach pisze:

    Liberaalinen Kansanpuolue się nazywała. W angielskiej Wiki przetłumaczon a na Liberal People’s Party. Przy 0,11% głosów w ostatnich wyborach, nioe mogą sobie prawdopodobnie pozwolić na tłumacza i pozostaną przy Twojej propozycji.

  4. hlb pisze:

    @telemach

    Właśnie to określenie People’s jest interygujące. Bo jesli to jest people’s w sensie ze ludowa, to próbuję sobie wyobrazić w Polsce partię, która spróbowałaby się sprzedać jako ludowa i liberalna za jednym zamachem. A jeśli ich People’s miałoby raczej znaczyć “popularna” – to jak popularna skoro niepopularna.

    Dopóki nie pojawi się tutaj jakiś znawca fińskiego to te Krasnapoule zostaną chyba tajemnicą bytu.

  5. wodasuczaju pisze:

    “Osmo Wiio podał jeszcze jedną zależność…tak naprawdę w komunikacji uczestniczy sześć osob:…”
    A jak mawiają ci bez tytułów profersorskich-gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść;)

    Wywiad środowiskowy, pytania: “czy jesteś żonaty? ile zarabiasz?” nie gwarantują lepszej komunikacji.
    Pracownikowi zatrudnionemu na czarno wcale nie będzie łatwiej znależć wspólny język z prywaciarzem, który oszczędza na podatku i zusie od swoich wyrobników, ale stać go na wczasy na Lazurowym Wybrzeżu.
    Ale w końcu kto by sie przejmował takimi pierdołami jak niezrozumienie;)

  6. Inspektor Lesny pisze:

    ” ile zarabiasz?” nie gwarantują”
    Gwarancji nie ma, ale mozna sprowadzic rzeczy do wspolnego mianownika.
    Mialem na mysli, ty niewierny przyjacielu, co mnie opusciles, ze niejsce siedzenia wyznacza punkt widzenia. Bo co by o tym lobuzie Karolku Marxie nie powiedziec, to niektore spostzrezenia mial sluszne…

    “zatrudnionemu na czarno wcale nie będzie łatwiej znależć wspólny język z prywaciarzem, który ”

    Raczej nie dojda do zgody, ale zroumiec sie nawzajem powinni latwiej. Znajac tlo i fundamenty.

    To z wlasnej obdukcji. Z moim pracodawca nigdy do zgody dojsc nie moglem, ale wysmienicie rozumialem, ze chce, i dlaczego, abym pracowal wiecej, lepiej, taniej, niedziele i swieta lekcewazyl, a czas pracy naboznie szanowal…

  7. wodasuczaju pisze:

    “Z moim pracodawca nigdy do zgody dojsc nie moglem, ale wysmienicie rozumialem, ze chce, i dlaczego”
    Ale to trzeba posiadać empatię, Inspektorze, a nie każdego dopada;)
    Świadomość istnienia sprzecznych interesów, odmiennych opinii zazwyczaj stawia rozmówce w roli przeciwnika. Wtedy nawet zupełnie niezwiązana z problemem dyskusja, która z początku nie wygląda na konflikotgenną może doprowadzic do spięć.
    To z obserwacji wirtualno-realnych niewiernego przyjaciela
    (no przecież mamy sezon ogórkowy, sprzyja deaktywacji;)

  8. Inspektor Lesny pisze:

    “zazwyczaj stawia rozmówce w roli przeciwnika”
    Zeby on byl przeciwnikiem, musi posiadac dusze.
    Poglady, wiare w cokolwiek. Prywaciarz jest tego pozbawiony, on tylko dopchal sie do koryta pierwszy. I teraz, doskonale wiedzac, ze kazdy ma takie samo prawo wlezc do koryta, mamrota, plecie bzdury jako zaklecia, aby opoznic moment slusznego gniewu i odepchniecia.
    “przecież mamy sezon ogórkowy”
    Ale przyjazni sezonowej nie ma. Wiesz ze Ci wybacze, bo zawsze to robie, cokolwiek by sie zdarzylo.
    Ale upominam Cie, wroc do blogosfery, dla Twego dobra…

  9. wodasuczaju pisze:

    “aby opoznic moment slusznego gniewu i odepchniecia.”
    Inspektorze, czyzbys przeszedł na ciemną stronę mocy i wykierował się na jakiegos lewaka?;)
    Chociaż, po szopce pod krzyżem, nic dziwnego jakby ateizm zyskał na popularności. Mam nadzieje, że sie myle i okoliczni nie pokazują tej przepychanki jako niusa z Polszy, tak jak to ma miejsce w ojczystych mediach.
    “wroc do blogosfery, dla Twego dobra…”
    Przekonałoby mnie jakbyś napisał: wróć dla dobra blogosfery;)

  10. Inspektor Lesny pisze:

    “Przekonałoby mnie jakbyś napisał: wróć dla dobra blogosfery;)”
    Jasne, ze masz racje! Pomylilem sie… Wot, aszybka…

    “się na jakiegos lewaka?;)”
    Moja ambicja jest polaczyc wode z ogniem. Polozenie zas definicji na mnie strasznie ogranicza. Staram sie sobie przyswoic najbardziej fikusne kawalki ze wszystkich idei i pradow swiatowych…
    Na raz, rownoczesnie.

  11. Inspektor Lesny pisze:

    Supplement
    “Mam nadzieje, że sie myle i okoliczni nie pokazują t”
    Nie, nie pokazuja. Jest to rzecz bez znaczenia, nie ma sie rowniez czego wstydzic.
    To jest pomyslane jako temat zastepczy dla Polakow , glownie w Polsce. Oni sie ekscytuja cyrkiem, a w tym czasie ciach! Np. wat idzie do gory… A oni sie dalej ekscytuja…

  12. Inspektor Lesny pisze:

    “nic dziwnego jakby ateizm zyskał na popularności”

    To tylko dlatego, ze polscy inteligenci, wytresowani przez media, ze braci Kaczynskich “trzeba sie wstydzic” wstydza sie teraz na zapas. Niepotrzebnie. Teraz Polska ma Hrabiego Komorowskiego, i media polskie jak i zagraniczne milcza jak zaklete. Teraz sie wstydzic nie potrzeba.
    Nie mam zdania w kwestii Krzyza. Nie uwazam ze to wazne. Jednak przypominam, ze Krzyz, to calkiem niezly symbol narodowy. W ogole nie trzeba sie Go wstydzic. Polska ma tradycje katolicka, za poczatek panstwowosci uwaza sie Chrzest Polski.
    Do dzis, wiele krajow ma w swej fladze motyw krzyza. Wszystkie kraje skandynawskie to maja i sie nie wstydza. I wiele innych tez. No, potrzebuje przypomniec Krzyzakow?

  13. wodasuczaju pisze:

    “najbardziej fikusne kawalki ze wszystkich idei i pradow swiatowych…”
    Aaa, o to biega, Inspektorze (no i weź sie potem połap kto swój a kto obcy;)

    “Oni sie ekscytuja cyrkiem”
    Kiedy właśnie “oni” wcale się nie ekscytują, poza kilkoma dewotkami i blogerami, którzy mają teraz o czym pisać. Tyle że w serwowane w wiadomościach info ma to sugerować.
    Co do ciacha to się zgadzam, ale jak ma się ambicje zostać drugą Irlandią to nie takie ciachy się bierze na klate.

    “Teraz Polska ma Hrabiego Komorowskiego, i media polskie jak i zagraniczne milcza jak zaklete.”
    Na Jamajce też?! o żesz kurwa mać!

    “No, potrzebuje przypomniec Krzyzakow?”
    Pojechałeś Inspektorze, krzyżakami nazywaja tych nawiedzonych spod pałacu Prezydenckiego

    “Nie mam zdania w kwestii Krzyza”
    Nie spytam czy w kwestii pomnika tak samo do czego sprowadza się okołokrzyzowa awantura, bo juz i tak mam wyrzuty sumienia, że zaśmiecam blog Hlb;)

  14. wodasuczaju pisze:

    Może uda mi się zalinkować
    http://demotywatory.pl/1990602/Panowie
    to tak a pro po znaczenia symbolu jakiego dorobił się na całej akcji krzyż

  15. Inspektor Lesny pisze:

    “ciachy się bierze na klate”
    Na klate, tak. Ale nie na kieszen.
    “poza kilkoma dewotkami ”
    Noo, antydewotki tez sa w to zamieszane.

    Nie sadze, ze Kosciolem Katolickim rzadza takie same prawa jak klubem pilkarskim.
    Jak sie kibice upijaja i leja przechodniow, a zwlaszcza kibicow innej druzyny, To Pan Bog ma sie wstydzic. I martwic. Ze mniej kibicow przyjdzie na nastepny mecz.

  16. wodasuczaju pisze:

    “antydewotki tez sa w to zamieszane.”
    Wspominałem o tych, którzy podniecają sie na konkretny temat. Antydewoci nie mają tej szczerej pasji oddania sprawie. Są przede wszystkim anty, bez znaczenia czy organizują się przeciwko fanatykom modlącym sie pod krzyżem czy paradującym w spódniczkach transwestytom.
    Tak czy inaczej naparzający się krzyżem na pierwszej linii frontu robią za pożytecznych idiotów. Bardziej drażnią kolesie, którzy kręcą na tej zadymie własne lody, przy użyciu cudzej siły roboczej.

    “Pan Bog ma sie wstydzic.”
    Nie jestem aż tak dobrze skomunikowany z Bogiem, żeby wiedzieć czy on sie tym martwi czy tego wstydzi.
    Mogę mowic w imieniu wodasuczaju, chociaż trudno to ująć tak, żeby nie zabrzmiało irytująco jak dyżurne zażenowanie “wytresowanych przez media intelektualistów”.
    No to sie chyba powstrzymam;)

  17. Inspektor Lesny pisze:

    “czy organizują się przeciwko fanatykom modlącym sie pod krzyżem czy paradującym w spódniczkach transwestytom.”

    Taki juz ten swiat, wciorny. Jedni uwazaja ze ci fanatycy powini sie modlic po kryjomu, za zamknietymi drzwiami. A inni ze transwestyci powini paradowac tez po kryjomu, za zamknietymi drzwiami.
    Ehh, przyjacielu…
    “Bardziej drażnią kolesie, którzy ”
    To brzydkie, choc zupelnie naturalne zachowanie. Sila robocza powinna sie zastanowic co z tego ma, co chce osiagnac. A nie, kurwa krecic generator jak wariat.

    ” jak dyżurne zażenowanie „wytresowanych ”
    Przyjacielu moj, nie badz taki drazliwy. Przyjaciele musza sobie mowic prawde, czasami…

  18. wodasuczaju pisze:

    Nie drażliwy tylko wkurzony, Inspektorze. Wyobraziłem sobie te mecze rozgrywane przy pustych trybunach. Cholernie smutny widok i to w perspektywie Euro 2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.